Nadciąga piekło...
Byłem kiedyś normalnym chłopcem.Tak przynajmniej wspominają mnie najbliżsi i rodzina.Byłem wrażliwy,często wzruszałem się na filmach,oglądając obrazy i widząć nieszczęście innych ludzi.Byłem uzdolniony manualnie-potrafiłem całymi dniami rysować przyrodę,zwierzęta,ludzi.
Byłem i jestem do tej pory chorowitkiem:byłęm strasznie chudziutki,miałem problemy z odżywianiem.Parę razy leżałem w szpitalu z powodu powiększonej wątroby.Nie lubiłem jeść niczego prócz słodyczy.Prócz tego byłem przerażająco nadpobudliwy przez co miałem cały czas problem z nauczycielami w podstawówce.
Mieszkałem z mamą w małym pokoiku przedzielonym zasłoną na kuchnię.Mama dużo nie zarabiała,ale nie chodziłem nigdy głodny(ewentualnie na własne życzenie),ani w brudnych spostrzępionych ciuszkach.
Niestety,moja mam poznała Świadków Jehowy którzy ,,skaperowali" ją w swoje szeregi.Chodziłem wtedy do pierwszej może do drugiej klasy podstawówki,zacząłem być szykanowany,raczej prez nauczycieli niż przez kolegów z klasy ale juz wtedy wykiełkowało we mnie ziarno buntu:,,dlaczego mam cierpieć,wstydzić się i ukrywać po korytarzach za decyzje mojej matki?!".
Nie lubiłem ,,jehowców",musiałem chodzić na ich zebrania,siedzieć 1,5 godziny,wysłuchując ich teorii,spiewając ich pieśni,i słuchając jak to wszyscy dookoła sa wstrętni i tylko ich,jehowców Bóg wpuści do nieba.
I któregoś dnia nadciąga piekło..Wprost do naszego domu.Dla mnie piekło a dla mojej matki szczęście.Nadciąga ON.Przychodził już wcześniej.Poznali się z moją matką na wspólnych zebraniach ,,jehowych".Przynosił mi słodycze i banany co jakiś czas,póżniej coraz częściej.Aż tamtego dnia dowiedziałem się że zostanie moim ojczymem.Pamiętam,moja matka zrobiła wtedy specialnie dla niego mój przysmak-czerwony barszczyk z uszkami z mięsem.Zjadł wszystko,ja nie dostałem nic.Popłakałem się czy coś powiedziałem a mojej mamie zależało by zrobic na nim jak najlepsze wrażenie,więc zezłościła się i chciała przetrzebać mi tyłek.Wtedy ON aż błagał by mógł ON to zrobić.Złapał drewnianą łyżkę do gotowania,ściągnął mi spodnie i bił tak jak nigdy nie dostałem.OBCY FACET.A ON aż promieniował szczęściem.Jeśli jest to możliwe u 10,może 12-letniego chłopca,wtedy pierwszy raz poczułem nienawieść.
Jakiś czas póżniej,ślub-oczywiście cywilny i wesele.Pełno jehowców,zamiast cieszyć się szczęściem nowożeńców wszyscy śpiewali,,chwalcie Jehowę...itp.".W pewnej chwili w pokoju dla dziecie było za głośno,wszedł mój świeżo upieczony ojczym wyciągnął mnię na korytarz ściaskając tak mocno moją rączkę że aż sie popłakałem,uderzył mnię w twarz i powiedział że jak się nie uspokoję to ,,łeb mi rozjebie".Świadek Jehowy,mąż mojej mamy,mój ojczym.Przede wszystkim jednak świadek jehowy!!.Kiedy odszedł w mojej głowie huczało jedno tylko zdanie : witamy w piekle!!!