RSS
wtorek, 19 października 2004
Witaj w piekle...

  Wesele skończyło się,jestem w nowym domu,w nowej sytuacji,z potworem w ludzkiej skórze.Nauka idzie mi dobrze,niestety moja nadpobudliwość sprawia mi kłopoty w szkole a przez to w domu.Za najmjniejsze przewinienie,uwage w dzienniczku,minimalne spóżnienie,bądż niewykonanie dokładnie moich obowiązków czeka mnie kara:szczópły,wręcz wychudzony 12-13 latek jest bity pięścia w twarz,po brzuszku,po całym ciele,następnie kopany.Często było tak,że przewracał mnię na podłogę,siadał na mnie(waży 120kg.),łapał za moje uszy i walił głową w betonowa podłoge nie osłoniętą dywanem lub niczym co mogło by łagodzić uderzenia.

  Nadal miałem kłopoty z jedzeniem,wręcz mnię obżydzało.Potrafiłem cały dzień niczego nie jeśc prócz potajemnie słodyczy które dostawałem od babci-jedynej przychylnej mi duszy i osobie,która próbowała mi pomóc.Byeł zmuszany do spożywania posiłków przy nich.Gdy widziałem cokolwiek pływającego mi w talerzu,lub coś długiego i tłustego w mięsie,odkładamłem zawsze to na brzeg i dopiero jadłem resztę.Zazwyczaj kończyło się to wciskaniem mojej twarzy do talerza i trzymaniem jej tam póki nie stwierdził że mam juz dosyć bądż coś mu przeszkodziło.Co wtedy robiła moja matka?Szarpała go,próbowała odciągnąć,krzyczała lecz ON nie zwracał na to uwagi.Świadek jehowy,który wedle ich nauk nie może stosować agresji,gdy dostanie w jeden policzek powinien nastawić drugi.Moja nienawieśc zaczęła szybciej kiełkować.

  Po przeprowadce do NIEGO całe otoczenie na osiedlu gdy dowiedziało się że moja matka i ojczym sa jehowcami postanowiła zrównac mnię z ziemią.Bo akurat ja miałem na to jakikolwiek wpływ!!?.Nie mogłem spokojnie wyjśc i wejść z klatki-musiałem przemykac się uchylonymi okienkami piwnicznymi.Często było tak że przez całe miasto i przez pół dnia goniło mnie około 20-30 osób które widziały frajdę w pobiciu i poniżeniu syna jehówki.przez 4 lata chodziłem codziennie poobijany,posiniaczony,często nie mogłem przez pare godzin podnieśc się z ziemi.Koszmar dotyczy także 4 klas podstawówki-te same osoby do niej uczęszczały.Wstyd,poniżenie,ból,wściekłośc,nienawieść,pragnienie zemsty-oto całe moje dzieciństwo.

  Nigdy nie kupił mi zabawki,moja babcia przez 10 lat kupowała mi co miesiąc każde wydanie komiksów które ukazywało się na rynku,czyli około 8 miesięcznie.To był cały mój świat.Nie miałem figurek,lego,żołnierzyków więc wycinałem postacie w papierowych stron komiksów i bawiłem się nimi całymi dniami.Gdy było mi żle wyobrażałem sobie że posiadam jedną z mocy superbohaterów i mszczę się na ojczymie.Niestety,nie posiadałem jej.Pewnego dnia przyszedłem ze szkoły ... i brakowało ponad 7000sztuk moich komiksów,jedynych rzeczy które miałem.Okazało się że dla zwykłej mściwości sprzedał je na makulaturę za 3500zł starych złotych,które nawet mi wręczył.Moja nienawieśćrośnie coraz szybciej.

  Nie miałem w podstawówce żadnej sympatii.Dziewczyny nie zwracały na mnie uwagii a ja wstydziłem się cokolwiek zdziałać,ponieważ ojczym zabronił mojej matce kupowania mi jakichkolwiek firmowych ciuszków.Każdy mnie unikał bo po co zadawać się z takim małolatem,który kiepskie ma ciuchu(firmy),jest codziennie obijany.Moja nienawieśc kiełkuje.

  Kończę podstawówkę marząc że może coś się zmieni gdy pójdę do technikum.Na zakończenie 8-mych klas wpada mój ojczym i swoimi wielkimi pięśćmi obraca moją twarz w wielki opóchniety worek.Stwierdził że przez to nie dam się nikomu namówic na papierosa,alkohol i narkotyki.To to są te narkotyki?!?!?!?!Moja nienawieśc wypuszcza pierszego kwiatuszka.

16:07, slodki_misioo
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 18 października 2004
Nadciąga piekło...

  Byłem kiedyś normalnym chłopcem.Tak przynajmniej wspominają mnie najbliżsi i rodzina.Byłem wrażliwy,często wzruszałem się na filmach,oglądając obrazy i widząć nieszczęście innych ludzi.Byłem uzdolniony manualnie-potrafiłem całymi dniami rysować przyrodę,zwierzęta,ludzi.

  Byłem i jestem do tej pory chorowitkiem:byłęm strasznie chudziutki,miałem problemy z odżywianiem.Parę razy leżałem w szpitalu z powodu powiększonej wątroby.Nie lubiłem jeść niczego prócz słodyczy.Prócz tego byłem przerażająco nadpobudliwy przez co miałem cały czas problem z nauczycielami w podstawówce.

  Mieszkałem z mamą w małym pokoiku przedzielonym zasłoną na kuchnię.Mama dużo nie zarabiała,ale nie chodziłem nigdy głodny(ewentualnie na własne życzenie),ani w brudnych spostrzępionych ciuszkach.

  Niestety,moja mam poznała Świadków Jehowy którzy ,,skaperowali" ją w swoje szeregi.Chodziłem wtedy do pierwszej może do drugiej klasy podstawówki,zacząłem być szykanowany,raczej prez nauczycieli niż przez kolegów z klasy ale juz wtedy wykiełkowało we mnie ziarno buntu:,,dlaczego mam cierpieć,wstydzić się i ukrywać po korytarzach za decyzje mojej matki?!".

  Nie lubiłem ,,jehowców",musiałem chodzić na ich zebrania,siedzieć 1,5 godziny,wysłuchując ich teorii,spiewając ich pieśni,i słuchając jak to wszyscy dookoła sa wstrętni i tylko ich,jehowców Bóg wpuści do nieba.

  I któregoś dnia nadciąga piekło..Wprost do naszego domu.Dla mnie piekło a dla mojej matki szczęście.Nadciąga ON.Przychodził już wcześniej.Poznali się z moją matką na wspólnych zebraniach ,,jehowych".Przynosił mi słodycze i banany co jakiś czas,póżniej coraz częściej.Aż tamtego dnia dowiedziałem się że zostanie moim ojczymem.Pamiętam,moja matka zrobiła wtedy specialnie dla niego mój przysmak-czerwony barszczyk z uszkami z mięsem.Zjadł wszystko,ja nie dostałem nic.Popłakałem się czy coś powiedziałem a mojej mamie zależało by zrobic na nim jak najlepsze wrażenie,więc zezłościła się i chciała przetrzebać mi tyłek.Wtedy ON aż błagał by mógł ON to zrobić.Złapał drewnianą łyżkę do gotowania,ściągnął mi spodnie i bił tak jak nigdy nie dostałem.OBCY FACET.A ON aż promieniował szczęściem.Jeśli jest to możliwe u 10,może 12-letniego chłopca,wtedy pierwszy raz poczułem nienawieść.

  Jakiś czas póżniej,ślub-oczywiście cywilny i wesele.Pełno jehowców,zamiast cieszyć się szczęściem nowożeńców wszyscy śpiewali,,chwalcie Jehowę...itp.".W pewnej chwili w pokoju dla dziecie było za głośno,wszedł mój świeżo upieczony ojczym wyciągnął mnię na korytarz ściaskając tak mocno moją rączkę że aż sie popłakałem,uderzył mnię w twarz i powiedział że jak się nie uspokoję to ,,łeb mi rozjebie".Świadek Jehowy,mąż mojej mamy,mój ojczym.Przede wszystkim jednak świadek jehowy!!.Kiedy odszedł w mojej głowie huczało jedno tylko zdanie : witamy w piekle!!!

11:09, slodki_misioo
Link Komentarze (6) »
Zakładki:
Rozrywka